sobota, 19 września 2015

Rozdział 2 "To już nie to samo"

No Cześć!
Nieco sobie przeskoczyłam... :p
Nie chciało mi się pisać o rozpaczy,
pocieszaniu i tak dalej, postanowiłam iść na łatwiznę :3
Mam jednak nadzieję, że to nie czyni rozdziału gorszym.
Zgodnie z postanowieniem, nie jest długi.
 W zielonych oczach Rose zebrały się łzy. Na pierwszy i drugi rok jechała do Hogwartu starą, czerwoną lokomotywą, która przewoziła uczniów od czasów założycieli. Teraz zastąpił ją biały, nowoczesny pociąg, dzięki któremu dotarli do szkoły w zaledwie piętnaście minut. 
Nawet budynek się zmienił. Wprawdzie wciąż był to wielki zamek, lecz pomalowany na biało. Wszystko zostało odnowione, dobudowano trzy boiska do Quidditcha. Zakazany Las przestał być straszny. Prowadziła teraz przez niego droga wyłożona kostką, taką samą, jaka była głównym elementem "podwórza". Szklarnie zostały unowocześnione i wzbogacone o wiele nowych rzeczy. Przy jeziorze zrobiono plażę, postawiono wiele leżaków, również budki z odami, małe restauracje, ławki... 
Nie mówiąc już o wnętrzu. Wszystkie sale zostały odmalowane, dostarczono nowe meble i zaopatrzono je w komputery, tablice multimedialne, telewizory...
Wiele osób zazdrościłoby takiej szkoły, jednak dla Rose to był czyn niemal tak okrutny, jak morderstwo. Zniszczyli szkołę, którą tak kochała i zastąpiono ją elektronicznym dziwactwem. Spalono stare książki, zamiast nich kupując nowe, lekkie i praktyczne podręczniki. Chcą nas też zmienić, pomyślała.
Ceremonia Przydziału wyglądała zupełnie inaczej. Zaczęto od najstarszych, chłodny, kobiecy głos po kolei wywoływał kobiety do sali, której nikt nie widział.
Rose znudzona spojrzała na Victoire, która siedziała obok niej na białej, skórzanej kanapie, niezwykle miękkiej i wygodnej. Kuzynka również wyglądała na znudzoną. Niby wszystko szło sprawnie, lecz minęło dobre półtorej godziny, zanim automat, którego głos pewnie już wszystkim działał na nerwy, wypowiedział nazwisko "Victoire Weasley". 
Blondynka ostrożnie wstała i skierowała swoje kroki ku rozsuwanym metalowym drzwiom. Kiedy zatrzymała się przy nich, otworzyły się, a przed dziewczyną ukazała się srebrna winda, lecz bez przycisków. Po chwili wahania weszła do środka, a drzwi niemal natychmiast się zasunęły. Maszyna sprawnie zawiozła ją do góry.
Na widok tego, co jeszcze rok wcześniej było Tiarą Przydziału, prawie zemdlała. Przed nią mieściła się niewielka sala, pośrodku której  stała srebrna kozeta, którą otaczały przeróżne aparaty. Po lewej stronie szczupła niewysoka dziewczyna z długimi włosami koloru blond, ubrana w biały podkoszulek z dużym dekoltem, obcisły beżowy żakiet i szare jeansy siedziała na wysokim, obrotowym krześle i uśmiechała się sztucznie.
 - Witaj. Ja jestem Veronica, zastępczyni dyrektorki Nowego Hogwartu, zapewne pamiętasz mnie z Listu, który otrzymałaś. - powiedziała szybko przesłodzonym, wysokim głosem. Najwyraźniej uczyła się tego na pamięć. - Teraz połóż się na tym leżaczku wygodnie i poczekaj, aż otrzymany wynik wyświetli się na tej oto tablicy - wskazała na duży ekran nad wejście, którego wcześniej Victoire nie widziała.
Veronica zaczęła podłączać do głowy, ramion i nóg Victoire różnego koloru rurki. Po chwili oczy dziewczyny same się zamknęły, a ona czuła się jak po zażyciu marihuany. Dziwne impulsy wędrowały po jej ciele, lecz ona nie zwracała na to uwagi.
Nagle poczuła się jak wyrwana z bardzo przyjemnego snu. Niechętnie podniosła wzrok na tablicę, gdzie ujrzała ten oto napis:



- Okay, Vicky! Możesz iść do Jadalni, tamtymi drzwiami trafisz! - powiedziała Veronica, wskazując drzwi w rogu, których wcześniej nie było.
Victoire nieco oszołomiona wstała i ruszyła we wskazanym kierunku.

***

Jadalnia była dużym pomieszczeniem, coś na wzór Wielkiej Sali. Mieściły się w niej okrągłe stoliki stoliki na siedem osób. Nad każdym z nich lewitował parasol z nazwą i barwami domu. Victoire rozejrzała się po pomieszczeniu, szukając wzrokiem siostry i kuzynek. Widziała już Rose przy stoliku Le plus intelligent. W Nowym Hogwarcie były cztery domy: Le Plus Agreable, Le Plus Intelligent, Le Plus Beu i Le Plus Puissant. Ten ostatni był najmniej liczny, gdyż trafiały do niego jedynie czarownice z niemal nadnaturalną siłą, a takie przypadki nie zdarzały się często.
Victoire spuściła głowę, patrząc ponuro na swój talerz z kurczakiem, ziemniakami i warzywami. Posiłek wyglądał niezwykle apetycznie, lecz blondynka nie miała apetytu. 
Znudzona dłubaniem widelcem w potrawie, rozglądnęła się po ucennicach. Dziewczyny z Le plus beu tryskały radością, prawdopodobnie na wieść o wyborach Miss Nowego Hogwartu ich smutek zniknął całkowicie (o ile w ogóle były smutne). Z kolei dziewczyny z Le plus intelligent siedziały poważne, próbując ukryć znudzenie.
Członkinie Le plus agreable miały różne nastawienie. Większość rozmawiała ze sobą, próbując nawiązać przyjaźń, inne z kolei siedziały przybite, podobnie jak Vicky. 
Natomiast nieliczne grono z Le plus puissant dzieliło się na buntowniczki i lizuski. Niektóre zagadywały nauczycieli, inne co rusz podnosiły głos lub krzyczały na nauczycielki, które poruszały się jak w transie. 
Nagle pośród hałasu panującego w sali usłyszała znajomy, słodki śmiech. Rozejrzała się po raz kolejny po sali i tym razem ujrzała przy stole Le plus beu Dominique, Lucy i Molly. Śmiały się, rozmawiały, jak gdyby nigdy nic. Jakby je też zaczarowano. 
Nigdzie nie mogłaznaleźć Lily i Roxanne. Mogła tylko przypuszczać, w jakim domu się znajdują. Po Lily spodziewała się Le plus Agreable lub Le plus Intelligent, ale Roxanne? Prawie jej nie znała, ponieważ Angelina, mama Roxie i Freda, z niewiadomych przyczyn unikała rodziny męża. Podobno winiła ich za śmierć ojca. Kochała George'a i chciała odizolować go od reszty Weasleyów.
Nagle w pomieszczeniu zapadła cisza. Wszyscy wyprostowali się i wpatrywali w złote wrota służące za wejście do jadalni. Po kilkunastu sekundach strażniczki stojące przy nich po drugiej stronie otwarły je, a w pomiesczeniu rozległ się stukot obcasów. Po chwili w jadalni zjawiła się bardzo dostojna, elegancka kobieta o blond włosach. Uśmiechnęła się do nas sztucznie i z wdziękiem usiadła przy stole nauczycieli. Wypiła niewielką część zielonego napoju z kieliszka, po czym wstała, odchrząknęła i rozpoczęła przemówienie:
 - Witam was wszystkie w Nowym Hogwarcie! Być może niektóre z was są nieco zniesmaczone drastycznymi zmiaami, które tutaj zaszły, ale zapewniam was, niedługo będziecie pragnęły zostać tu na zawsze! Ach, no tak, nie przedstawiłam się. Nazywam się Elena Ella Sunshay i jestem dyrektorką tej szkoły. Jeśli będziecie miały jakiś problem, zgłoście się do mnie. Pragnę być dla was jak matka. Dzisiaj wieczorem otrzymacie plany lekcji oraz potrzebne wyposażenie. A teraz omówimy kilka zasad. Nowy Hogwart ma piętnaście pięter. Wstęp na dwa najniższe oraz trzy najwyższe jest zabroniony. Możecie wychodzić do lasu, ale jeśli zamierzacie to zrobić, po godzinie 23:00 poinformujcie mnie lub panią Veronicę. Nie wolno wychodzić do lasu w godzinach 2:00 - 3:30. Powodu nie musicie znać. Opuszczenie jakiejkolwiek lekcji jest surowo karane. Teraz przedstawię wam kadrę nauczycielską. Ja, Elena Sunshay, uczę sztuk ciemnych, przedmiot jest dozwolony tylko dla uczennic pełnoletnich. Pani Veronica Delavery, moja zastępczyni, uczy Zaklęć Przydatnych. Pani Z Panią Allisone Cray będziecie miały Obronę Przed Magią Zakazaną. Pani Beatrice Mattise będzie miała zaszczyt uczyć was Magicznej Filozofii oraz Orientacji Między Wymiarami. Z kolei Pani Justine Deveraux będziecie miały Zajęcia Sportowe. Pani Zoe Collins natomiast uczyć będzie Magicznych Zwierząt, Roślin i Eliksirów. Ach tak, jeszcze Miranda Khan, wasza nauczycielka Dobrych Manier i Odpowiedniego Ubierania się. Cóż, to chyba wszystko, co miałam powiedzieć. Więc życzę wam smacznego deseru!


Oreuis bajkowe-szablony